..
Ukraińskie klimaty

 
 
2009-10-09
Odsłon: 1096
 

Czarnohora#1

A wszystko zaczęło się o 5 rano n kieleckim PKP gdzie była zbiórka, później długa trasa do Przemyśla i stamtąd busem do Medyki....no i zaczyna się zabawa na całego....polska granica - no problemos, no i ukraińska....paszport, wypełnianie kwitka meldunkowego no i poszedłem na pierwszy ogień.....a celnik się pyta:

 - Kuda? - ja na to odpowiadam - tourism, Dzembronia.
- aaa tourism?
- da da
- a kuda dzembronia? - no i tym pytaniem mnie zabił. Jak mu wytłumaczyć gdzie jest zapomniana przez wszystkich wioska Dzembronia...hm...chwila konsternacji, narada z grupa i pada odpowiedz:

- - - Czarnohbora
- aaa góry - odpowiada celnik
- da gory, tourism, Dymytrowa Chata - przytakuje. Po czym wbija pieczątkę i poszli na obcowiznę
no ale to było by za łatwe gdyby tak szybko poszło z 9 osobami;  oczywiście ostatnią też gruntownie przepytał gdzie? po co? na co? ect....
…ale udało się stoimy na ukraińskiej ziemi ...

zaczynają się poszukiwania [punktu obminu waliuty]...jest wymieniamy USD na Zrywny… wow ile kasy można by tu tydzień za to żyć…

…no dobra telefon do naszego umówionego drivera....kto dzwoni? konsternacja drogą kolektywu pada na Wojtka....wykręca numer...ni w ząb ukraińskiego ani rosyjskiego....:) zatem punkt orientacyjny to [magazin] no i po chwili pojawia się Iwan:)

- da da da is polszi,  da da da Dzembronia, chatka u Kuby:)-  krotkie powitania i heja pakujemy się do busa marki Toyota

…no bagaże upchnięte ale okazuje się ze bus ma 9 miejsc, a nas jest 10 -  pierwsza wpadka no i co dalej??? Iwan mówi,  że najmniejsza osoba idzie na koniec, padło na Age i tłumaczy ba:
- jak ja skazu stoit poizai to wy ukryc Agu...rozumiete...polizai

 - da da da - potakujemy:)

no i wsio jasno pojechali......

cóż drogi nie zadziwiają swoja jakością prawie jak u nas:)


no i po 15 minutach drogi....polizai......szybka akcja ukucia Agi, zasłaniamy okna firankami, serce pod gardłem, patrol zatrzymuje......
- dobry dien.
- dobry - odp Iwan
no dalej coś po swojemu szprechaja nie szto zrozumit szto oni tam gadają....krotka wymiana i polizai życzy nam szerokiej drogi.....ufffffffff
no to pierwszy patrol za nami...na końcu okaże się ze mijaliśmy jeszcze 5 takich patroli i mnóstwo mijających nas radiowozów ale obyło się bez kontroli wszak na hasło...polizai powtarzaliśmy każdorazowo tą samą procedurę - Aga, zasłonki, śpiący turyści oficjalnie jadący do brata Iwana do hotelu [oddychac karpackom wozduchom].....

po drodze postoje na potrzeby fizjologiczne no i cupermarket tamtejszy...zaopatrzenie....piwo, piwo., piwo, i piwo, o i jeszcze raz piwo......:)

do Bystreca docieramy o 24 wyładunek, rozliczenie się z Iwanem za transport, no i gdzie dalej......

sms do Kuby...odpowiedz..."prosto przez mostek droga 50 metrów ostry trawers w gore miedzy stodoła a gospodarstwem do pierwszej przelaski" - o......nikt nic nie zrozumiał, czytamy raz jeszcze.....:)

 

no nic jest mostek przechodzimy, droga jest później w gore w lewo ostry trawers....jest gospodarstwo i stodoła no ale co to jest ta cholerna przelaska??????? stoimy godz. 00:12 w polu, las, głucho nawet psy nie szczękają.....
…next sms do Kuby...odp. „no do pierwszej przelaski mam nadzieje że już doszliście” - (tu padaja typowo Polskie przerywniki…pipipipi ...wracamy się do punktu wyjścia:)z plecakami po 14 godz. podroży......

Jest most, mijamy, 50 metro, jest, droga w lewo - jest, trawers - jest, stodoła jest, gospodarstwo jest, hm....w doszliśmy do tego samego miejsca....hmmmmmmmmm

sms do Kuby.....odp..."do przelaski a później droga w gore w las do polanki, a później w gore do odbicia w lewo" - no tak tak i wszystko jasne jakby nie było….dla Kuby okazuje się wszystko jasne…

sms do Kuby "wyjdziesz po nas" po chwilio odp" "do przelaski a później droga w gore w las do polanki, a później w gore do odbicia w lewo" - taaaaaaa …ewidentnie ni ma ochoty wychodzić po kogoś kto przyjeżdża w góry i ma problem z orientacją…

idziemy na czuja......po chwili oooo jest droga do lasu hahahahahahahah no :odpoczynek, plecaki dają nam popalić tym bardziej ze wypełnione są prawie w połowie prowiantem i wiktami, bowiem na tamtej wysokości jakakolwiek spożywką na cenę złota jest…

dobra jest las i droga, no to za droga, po 20 minutach jest polanka, ciemno, czołówki nie ogarniają tego mroku…
sms do Kuby: "jak iść mamy dalej" odp "za droga droga was poprowadzi" - taaaaaaaaaa

za drogą idziemy...mija kolejne 30 minut, na zegarkach 00:45 hm ciekawie, wszyscy o niczym nie myślą byle dojść i złożyć bety a wraz z nimi gnaty…ale końca póki co drogi nie widać..ile jeszcze drogi zostało?, jak długo mamy iść? Pojawiają się jakies pierwsze objawy halucynacji…każdy widzi co innego w gęstwinie ciemnego lasu (śmiech) zaczynają się różne opowieści - nic dziwnego 14 godzi jazdy, teraz podejście na wysokość 1000 metrów, zmęczenie, noc organizm robi swoje…domaga się odpoczynku ale my nie jesteśmy mu wstanie tego zapewnić, bynajmniej na tę chwilę.

droga w gore jest, trawers w lewo jest, idziemy......sms do Kuby: "i gdzie dalej" za chwile od  "do przelaski" - tak tak tak to już wiemy od dawna, krótki postój…wyrównanie oddechu, łyk wody, ktoś częstuje herbatnikami…

 

po chwili ruszamy…wchodzimy na jakieś ogrodzenie drewniane, odsuwamy bale, wchodzimy, ostry trawers w górę, plecaki nas przygniatają…ech:/

sms -  tym razem od Kuby: "widze wasze swiatal :)" - no dobry żart, bo przed nami ściana lasu, ciemno żywego ducha a tu że światła widzi i to nasze światła widzi, nasze.....zbijamy się (śmiech),  może on stoi  a drzewem i nas śledzi (śmiech) hehehe no i znów fantazja bierze górę....nic wiedzieni tę nadzieją idziemy dalej........i nic zupełnie nic......po 20 minutach - o patrzcie - krzyczy Agnieszka -  jakiś prześwit w ścianie lasu.

- o polanka,  o jakieś małe światełko w tle....o Kuba (śmiech)
- o co tak długo pyta Kuba?- a my o tak wyszło (śmiech)

-  no co nie dałem wam szczegółowych namiarów jak macie dojść? (śmiech)

Tak witamy się z Kubą właścicielem Chatki, zatem cieszą się nam wszystkim buźki, że to już tuż tuż, jednak jak się okaże za chwilę, nie tak prędko dotrzemy do miejsca naszego biwakowania…

 

Okazuje się, że do właściwej chatki mamy 25 minut marszu…po czym okazuje się, że dla Kuby25 minut to dla nas 40 minut morderczego marszu z myślą jak daleko ta nasza chata…

 Po około 40 minutach docieramy…..


jest Chata.....nieopisana radość (śmiech), na zegarku 1:35 (miejscowego czasu), na miejscu…


wymiana zdan, wybór kojo, uwagi praktyczne co do chatki i pytanie Kuby: - macie gaz ze sobą?
- nie (zdziwienie)
- no to macie przesrane - pada odpowiedź

 

okazuje się, że nie ma  światła bo spalił się transformator i nikt nie wie kiedy naprawia.....
piec kaflowy no tak ale dziś już nie damy rady go rozpalić, nikt nie ma na to siły, każdy myśli jedynie by złożyć swoje gnaty na łóżku i nic więcej…

idziemy spać, na pół przytomni odbieramy info od Kuby, który zaprasza nas na 9 na kawę do siebie.....
c.d.n....
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd